Świąteczny survival! Jak przetrwać i nie zwariować

2017-12-15
Świąteczny survival! Jak przetrwać i nie zwariować

Niektórzy chcą mieć Święta Bożego Narodzenia jak najszybciej z głowy, inni natomiast rozkoszują się w nieskończoność. Mimo swoich wad, ten okres jest urokliwy. Chodzi o świąteczny klimat, możliwość zobaczenia rodziny i znajomych, z którymi od dawna nie miało się kontaktu. Nie wszystkie rozmowy należą do miłych. Jasne. Nie zawsze jest idealnie. Dla mnie czas świąt to survival. Czasem czuję, jakbym serio uprawiał sztukę przetrwania. Moja dewiza w te dni to przetrwać i nie zwariować!

Sklepowe wariacje

Od tych wszystkich reklam można dostać oczopląsu. Zwłaszcza w okresie przedświątecznym. Cała wariacja zaczyna się gdzieś w listopadzie. Najczęściej po Wszystkich Świętych. Centra handlowe zaczynają być przyozdabiane kolorowymi lampkami, pojawiają się pierwsze choinki. Wszyscy wchodząc do świątyń zakupów, robią wielkie „WOW!!”. Ja po prostu nie chcę być zjedzony przez te wszystkie promocje. Czuję się jak w jakimś buszu. Wiem, że muszę dać radę. Muszę to przetrwać. Są te choinki, więc nawet by się zgadzało.

W telewizji też zaczyna się szaleństwo. Świąteczną reklamę z tirem wiozącym pewien słynnym odrdzewiacz do rur puszczali już w październiku. Potem te wszystkie dzieciaki dostają pier***** i męczą rodziców o prezenty. „Spokojnie Jasiu, do Świąt zostały jeszcze dwa miesiące. Napisz list do Mikołaja, przyniesie ci to, co sobie wymarzysz”. Taa… Ja nigdy nie dostałem „wymarzonego” Ferrari. W zasadzie to w tych reklamach czuję, jakby robili ze mnie idiotę. Weźmy przykładowo reklamę kawy lub czegokolwiek (wszystkie i tak wyglądają podobnie). Piękna rodzina, piękny facet, kobieta i cudowne, uśmiechnięte dzieciaczki. Obrus tak biały, że aż mnie razi w oczy. Jak jest w rzeczywistości? Grubaskowaty wujcio, ciotka w trwałej, mama zalatana, tato przed telewizorem, a obrus ubrudzony jeszcze przed posiłkiem, bo siostrze chlapnął czerwony barszcz. Od tych telewizyjnych reklam idzie oszaleć.

Jak święta to prezenty

Był listopad, a za godzinę mam usiąść do wigilijnego posiłku. Czuję się, jakby przeniosło mnie w czasie. Wszystko przez te zabieganie. Te prezenty. Co komu kupić? Nigdy nie wiem. Znaczy się, wiem, ale nie wiem, czy trafię. Raz na jakiś czas muszę chybić. Trudno. Ja przeżyję. Niby mnie to wszystko średnio rusza, ale zawsze czuję jakąś ekscytację podczas rozpakowywania prezentów. Zapuszczam żurawia co dostali inni. Jest dużo śmiechu. To akurat lubię. Najbardziej z podarków cieszą się dzieciaki. Biegają rozwścieczone, jakby zaraz miały krzyknąć „Allahu akbar!” i wybuchnąć. Są bardzo zadowolone albo zawiedzione, bo nie dostały „wymarzonego” Ferrari. Wszystkim nie dogodzisz.

Jeść!

Smażony karp, pierogi z kapustą i grzybami, sałatki jarzynowe, groch z kapustą, ryba po grecku, czerwony barszcz, zupa rybna. Co by tu wybrać? Chciałoby się wchłonąć wszystko. To dlatego później w dużych marketach po 1 stycznia do sprzedaży wchodzą te wszystkie przyrządy do ćwiczeń. Mówią do mnie – SCHUDNIJ! To będzie po 1 stycznia, teraz jem. Jak przetrwać tę wyżerkę? Już mówię. Tego nie przetrwasz. Widząc te smakołyki, nie da się im oprzeć. Później na stół wjeżdża pyszny makowiec i inne ciasta. Trzeba rozkładać siły tak, żeby dać radę skosztować wszystkiego. Obeżreć się. Objeść! Raz w roku można! Trzeba!

Rodziny się nie wybiera

To prawda. Rodzinę masz jedną i jest, jaka jest. Nie masz na to wpływu. Rodzina w Święta. Ahh… Te wszystkie pytania. Po co? Dlaczego? Skąd? Tajemnicze spojrzenia, podszeptywanie. Napastliwe ciotki, kuzynki, babcie. Kochane, ale napastliwe. Wejdą człowiekowi na głowę, jak im nie odpowiesz. Ja zazwyczaj odpowiadam, że wszystko okej. No bo czemu miałoby być źle? Dzielimy się opłatkiem. Wszyscy się obcałowują. Myśląc o tym mam ciarki. Czasem wolałbym znaleźć się na pustyni Mojave i szukać wody, niż przeżywać to wszystko. To dwa podobne wyzwania. Psychika i wytrzymałość fizyczna. Napierająca masa może zdezorientować. Trzymaj kompas na wierzchu. Z nim się nie zgubisz.

Święta, święta i po świętach

Czas w Święta biegnie szybko. Minie Wigilia, a później dwa kolejne dni i po świętach. Myślisz, że to przetrwałeś. Nie. Przed Tobą jeszcze Sylwester. Machina startuje na nowo. Fajerwerki, promocje na alkohol. Ja chcę tylko to przeżyć. Wytrwać w tym bałaganie. Waga nie pokazuje liczby sprzed świąt. Nie ma nawet na to, co liczyć. Nie ma co liczyć kalorii. Pracowity styczeń już czeka. Waga nie jest najważniejsza. Co innego się liczy.

Cały ten świąteczny survival ma swoją pozytywną stronę. Co roku uczysz się nowych sztuczek jak przetrwać ten czas. Hartujesz się na stare lata. Później będzie Ci łatwiej. Znieczulica. Świąteczne zamieszanie już nie będzie robić takiego wrażenia. Wracasz z tarczą. Wygrywasz. O tak!

Autor: JD

Pokaż więcej wpisów z Grudzień 2017
Przeczytaj pozostałe artykuły
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij