Przekraczając granice: Czarnobyl cz. IV - Życie w Strefie dawniej i dziś

2018-01-04
Przekraczając granice: Czarnobyl cz. IV - Życie w Strefie dawniej i dziś

O wydarzeniach w Czarnobylu z 1986 roku urosło w Polsce bardzo dużo legend i mitów. Wiele osób myśli o tym miejscu w kategoriach dziwnych kreatur, zmutowanych psów i pustyni bez roślinności, inni kojarzą z grą komputerową i walką o przetrwanie, kolejni, bardziej poinformowani wiedzą, o ruinach i traktują to, jako martwe miasto po katastrofie w 86'. Wiele osób pyta mnie o moją wyprawę w tamten rejon i dlaczego było to moje marzenie? Cieszy mnie, że mogę poprzez podzielenie się swoimi zainteresowaniami, wyprowadzić ich z błędów i nakreślić prawdziwe zarysy tych cudownych (dla mnie) miejsc.

Prypeć i Czarnobyl były dwoma dużymi ośrodkami miejskimi, i funkcjonowały jak normalne duże miasta. Ludzie w nich mieszkali i pracowali, bawili się i przeżywali trudy codziennego życia. Wiedli takie same życia jak my teraz. Dziś martwa Prypeć ma jednego mieszkańca. Jest nim Lis o wdzięcznym imieniu Siemion. Kto mu dał takie imię? Być może strażnicy w strefie, którzy dbają o to, by miał, co zjeść, nawet gdy nie ma turystów. Bo to głównie oni rozpieszczają i karmią zwierzę przywiezionymi kanapkami i łakociami. Lisek jest ufny, podchodzi do każdego, kto chce go, przekupić, choćby małym kąskiem, więc można go karmić z ręki. Spotkanie z Siemionem było jednym z kilku wspaniałych chwil w strefie. Można mieć różne zdanie na temat karmienia zwierzyny, która raczej powinna być drapieżna i umieć zadbać o siebie. Tylko że Siemion wykorzystuje sytuacje i dostosował się po swojemu do warunków panującej w wymarłej strefie czarnobylskiej. A wścieklizna? To niebezpieczne! Napromieniowany potwór? I z takimi pytaniami udało mi się spotkać. Nic z tych rzeczy, nie dotyczy tego lisa. Zwierzęta w strefie są monitorowane. Ich populacja jest liczona i badana tak, jak chociażby bezpańskie psy w strefie – potomkowie tych opuszczonych psów, niby na chwilę przez swoich właścicieli. Niektóre ze zwierząt nie doczekały się powrotu ukochanych właścicieli, inne uciekły i żyły w strefie, a ich kolejne pokolenia biegają po Czarnobylu do dziś. Zwierząt jest coraz więcej, są żubry, lisy, rysie, olbrzymie sumy, których nikt nie odławia, olbrzymie rybitwy, orły i ptactwo wodne wszelkiej maści, a wilków jest parokrotnie więcej niż w rezerwatach. Są i niedźwiedzie, i dzikie konie. Nawet niegdyś „zrudziały las” ostatnimi laty się zazielenił. Natura daje sobie świetnie radę bez człowieka i przejmuje ten teren. To prawdziwy raj dla bushcrafterów, survivalowców i urban expolorerów, którzy mogą urzeczywistnić swoje wyobrażenia o tym, jak będzie wyglądał świat po jego „końcu”.

Tereny zdobyte dziś przez naturę, kiedyś były pod władzą człowieka, który tę dziką część przyrody próbował oswoić i się z nią zaprzyjaźnić. Trochę zbliżyć. W połowie drogi z Prypeci do Czarnobyla mieścił się ośrodek wypoczynkowy „Szmaragdowy”, w którym odpoczywali młodzi podopieczni szkół w Prypeci, rodziny z dziećmi oraz pracownicy elektrowni, którym przysługiwał przymusowy odpoczynek. Urocze drewniane domki nad rzeką w środku lasu przypominają nasze polskie ośrodki wypoczynkowe, w których większość z nas spędzała, niejedne wakacje. Dziś w ruinie, są niemym świadkiem na to, że już nie usłyszymy w tych lasach śmiechów beztrosko bawiących się dzieci.

Na terenach pozamiejskich znajdowały się lasy i pola uprawne, którymi zarządzano w tzw. kołchozach, czyli rolniczych spółdzielniach produkcyjnych. Ziemia i plony należały do państwa, ale dawały pracę. Wymysł starego ustroju, po którym zostały wraki maszyn rolniczych, a także „Magiczny Autobus”, przy którym musiałem mieć zdjęcie nawiązujące do jednego z ostatnich fotografii Christophera McCandlessa, znanego także, jako Alexandra Supertrampa – człowieka, który po trochę ukształtował mój pomysł na podróżowanie i sposób życia. Wspomniany autobus jeździł po Prypeci, dowożąc ludzi do pracy, a młodzież i dzieci do lokalnych szkół. Jest tu wiele maszyn, także te, które usuwały skutki katastrofy w Czarnobylu; wszystkie wypełnione betonem, który daje wyraźne wskazania na dozymetrze. Całkiem niedaleko spotykam także dość spore działo. Jest to wrak działa samobieżnego ISU-152. Czy miała tu miejsce bitwa pancerna, o której nikt nie pisze? Niezupełnie. Bitwa tak, ale ze skutkami awarii w elektrowni, a działo, dzięki swojemu grubemu pancerzowi chroniło operatora przed promieniowaniem, służąc np. do burzenia swoją masą budynków.

Część z olbrzymiej ilości towarów do Prypeci docierała ze świata drogą wodą. Natomiast dzięki elektrowni miasto rozkwitało w urodzaju. W sklepach panował dobrobyt produktów, miasto ozdabiało mnóstwo kwiatów, mozaik na budynkach. Wszystko dzięki elektrowni i dbaniu o pracowników takiego obiektu. Prypeć świeciła bardziej niż sama stolica.

By dojechać z Kijowa do miasta, wystarczyło wsiąść do pociągu. Kilka godzin i bylibyśmy na miejscu. Dziś pociągi, które brały udział w ewakuacji mieszkańców, stoją na torowiska niedaleko miasta. Lokomotywy i wagony, stoją lub leżą wywrócone na bok czekając na ostatni gwizdek. Wielka gratka dla fanów książek z serii „Metro” Dimitra Glukhovskiego. Wchodząc do takiego składu, można poczuć się jak w świecie postapo osadzonym w jego powieściach. Sam nostalgicznie rozsiadłem się na chwilę w tym pociągu, rozmyślając, jakie widoki mógłbym zobaczyć z jego okna, jakich ludzi poznać w drodze. Bo nie liczy się cel podróży, tylko samo piękno podróżowania. Moja droga do tego miejsca to lata marzeń i realizacji pomniejszych zadań i celów, to radość z pasji i hobby, jakim jest eksploracja opuszczonych budynków, bushcraft i survival. Podczas podróży poznałem kompanów z Polski, prawdziwych zapaleńców wiedzy o Strefie, ludzi chcących poznać plenery z gry, czy fanów fantastyki Glukhovskiego, a także osoby, które pamiętają, co działo się w Polsce w tym czasie. Poznałem stalkerów w maskach gazowych i wspaniałych Ukraińców, którzy opiekowali się nami podczas wizyty w Strefie.

Dziś rozpisałem się i uzewnętrzniłem bardziej niż przy poprzednich wpisach. Strefa Wykluczenia wokół czarnobylskiej elektrowni jądrowej, Prypeć, zniszczone wsie napawają mnie tak dużą ilością skrajnych emocji od smutku i nostalgii po adrenalinę, radość i ekscytację. Chcę Wam pokazać zakamarki Strefy, może nie nakłonić, ale przekonać do zrozumienia, czym kieruje się pasjonat i hobbysta, i jaką drogę oraz cel sobie wymierza każdy z nas. Moim celem był Czarnobyl. A to jeszcze nie koniec, teraz będzie już tylko mroczniej.

Pokaż więcej wpisów z Styczeń 2018
Przeczytaj pozostałe artykuły
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel