Polski pierścień ognia, czyli wulkany w Polsce

2019-02-01
Polski pierścień ognia, czyli wulkany w Polsce

Choć dla wielu z nas ta informacja może wydawać się co najmniej zaskakująca – w Polsce mamy wulkany! Na próżno spodziewać się tych pokroju Wezuwiusza czy Etny. Natomiast, jeśli zastanawiasz się jaki zakątek naszego kraju warto odwiedzić, Kraina Wygasłych Wulkanów może okazać się ciekawą propozycją.

Region, jaki nas interesuje to południowy zachód Polski, a konkretnie obszar pomiędzy Jelenią Górą a Jaworem – teren Parku Krajobrazowego Chełmy. Atrakcje Pogórza Kaczawskiego nie należą do najmłodszych. Aktywność obecnych tu niegdyś wulkanów datuje się na okres przypadający od 15 mln do 500 mln lat wstecz. Polskie wulkany nie są niestety tak okazałe, jak te z terenów wciąż aktywnych sejsmicznie. Część z nich prezentuje się nam dziś w formie stożkowych wzniesień, inne zostały odkryte przypadkiem, podczas prac w znajdujących się na tym obszarze kamieniołomach. Prace górników odsłoniły neki, czyli tzw. rdzenie wulkaniczne – pozostałości skalne stanowiące wypełnienie wulkanicznego komina. Wskutek stygnięcia i pękania lawy wewnątrz komina powstały charakterystyczne słupy, które możemy dziś podziwiać. Najpopularniejszymi obiektami tego typu są Wielkie Organy Wielisławskie i Małe Organy Myśliborskie.

Na terenie parku znajduje się też kilka innych, ciekawych obiektów. Jednym z nich jest Czartowska Skała – jedna z młodszych formacji skalnych tego obszaru. Szacuje się, że wulkan był czynny „zaledwie” 20 mln lat temu. Podobnie jak w przypadku Organów, ten obiekt również został odkryty podczas prac kamieniołomu. Wzgórze ma wysokość 468 m n.p.m.

Niemal identyczna historia cechuje położoną 16 km dalej Wilczą Górę, znaną też jako Wilkołak. Podobnie, jak góra opisana wyżej, tą również odsłonięto w trakcie prac w kamieniołomie. Wulkan w tym miejscu aktywny był 15,5 mln lat temu. Pozostałość, którą możemy podziwiać to nek. Pierwotny stożek nie przetrwał próby czasu. U podnóża góry znajdziemy dwie małe jaskinie: Wilczą i Niedźwiedzią Jamę.

Około 30 minut drogi samochodem od Wilkołaka trafimy na kolejną ikonę szlaku polskich wulkanów – Ostrzycę. Góra mierzy sobie 501 m n.p.m. i nosi miano śląskiej Fudżijamy. Formacja najbardziej ze wszystkich przypomina klasyczne wyobrażenie wulkanu. Samotne wzniesienie pokryte lasami ma kształt klasycznego, wulkanicznego stożka. Zbocza góry są strome, a wierzchołek wyraźnie zarysowany. Płaski teren okalający Ostrzycę podkreśla jej kształt i sprawia, iż góra nie niknie pośród innych. Niby detal, ale stanowi przyjemną dla oka oprawę.

Góra Świętej Anny to nieco bardziej zurbanizowana atrakcja. Na szczycie znajduje się klasztor franciszkański. Wzgórze jest formą powstałą po zapadnięciu się wulkanu funkcjonującego tu około 27 mln lat temu. Obiekt jest Rezerwatem Przyrody. W 2006 roku udostępniona została ścieżka dydaktyczna dla turystów. Atrakcje, jakie możemy tu znaleźć to (poza samym wzniesieniem) dwie niewielkie jaskinie krasowe i nieczynne kamieniołomy. Chronione gatunki zwierząt zamieszkujące ten teren to m.in. żmija zygzakowata, gniewosz i padalec.

Są jeszcze dwie atrakcje, które warto zobaczyć, odwiedzając okolicę. Pierwszą z nich jest wybudowany w XII w. decyzją księcia Bolesława I Wysokiego z linii Piastów Zamek Grodziec. Budowla stoi na wygasłym wulkanie liczącym sobie 389 m n.p.m. Drugi obiekt znajduje się już na terenie Czeskiego Raju. Zamek Trosky to budowla powstała w XIV wieku. Jej właścicielem był czeski szlachcic Čeněk z Vartemberka z rodu Markvarticów. Zamek został postawiony na wulkanicznym szczycie. Co ciekawe wulkan, który niegdyś tu funkcjonował, miał dwa kratery. I na pozostałościach tychże kraterów wzniesione zostały dwie wieże zamku.

To oczywiście nie wszystkie atrakcje Parku Krajobrazowego Chełmy. Znajdziemy tu wiele bazaltowych stożków, czy lepiej lub gorzej zachowanych ruin fortyfikacji militarnych. Na terenie parku natrafiono również na ślady wczesnośredniowiecznych grodzisk.

W mojej ocenie Park Krajobrazowy Chełmy nie jest terenem zapierającym dech w piersiach równie, jak na przykład Dolina Prądnika w Ojcowskim Parku Narodowym. W okolicy Ojcowa próżno szukać wulkanów. I choć przy oznakowaniu szlaku miejscowi włodarze mogliby wykazać się nieco większym zaangażowaniem, warto poszperać przy mapie, wyznaczyć kilka najciekawszych punktów i po prostu tam pojechać, bo to przecież wulkany!

Autor: Gniewko Bernecki

Pokaż więcej wpisów z Luty 2019
Przeczytaj pozostałe artykuły
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij