Operacja życie, czyli Marcin Szczygieł o swojej airsoftowej pasji

2017-11-17
Operacja życie, czyli Marcin Szczygieł o swojej airsoftowej pasji

Mało osób wie, jak ma na imię, bo większość airsoftowców zna go jako Włóczykija. Przez 7 lat aktywnie uczestniczył w rozgrywkach, dziś profesjonalnie zajmuje się setupem sprzętu. Na co dzień jest managerem e-commerce w jednej z większych polskich firm ze sprzętem elektronicznym. Airsoft jest dla niego sportem, który uczy przede wszystkim pracy zespołowej i strategicznego myślenia. Między pracą, polem bitwy a modyfikacją replik, znalazł chwilę, by z nami porozmawiać. Przygotował też dla Was parę airsoftowych rad!

Joanna Rassmus: Może zaczniemy banalnie, ale kto zaszczepił w Tobie pasję do militariów?

Marcin Szczygieł: Pasja do militariów wynikła z zainteresowania do gier komputerowych. W późnych latach 80. grafika gier kończyła się na kilku pikselach połączonych ze sobą w niezbyt dobrej jakości, więc grając, trzeba było mieć dużo wyobraźni. W międzyczasie pomogło bieganie po lasach, spędzanie wakacji na wsi. I zdecydowanie Miami Vice oraz stare seriale policyjne. I chyba właśnie wszystko razem pomogło mi zbudować wyobrażenia o tym, jak mogły wyglądać strzelanki, wojny itd. Później próbowałem te wyobrażenia wprowadzić życie i tak już zostało. Około 2000 roku odwiedziłem pokazy lotnicze w Bydgoszczy. W Polsce to był dopiero początek takich pokazów, więc było naprawdę fajnie. Zauważyłem tam stoisko z modelami ciężarówek, statków, samolotów i prostych replik broni. Pamiętam, że chciałem kupić chociaż jedną replikę, ale nie miałem za co. Obiecałem sobie, że jak zarobię pierwszą pensję i nie trzeba będzie wydać tych pieniędzy na remonty, to spełnię swoje marzenie. I tak czekałem 7 lat.

JR: A jak wyglądały Twoje początki z ASG?

MS: W momencie, gdy zacząłem chodzić do lasu, żeby robić coś bardziej outdoorowo i co ciekawe, grając w Warhammer – tak figurkowa gra bitewna. Po pewnym czasie przyłączyłem się do swojej pierwszej grupy ASG, IV Kompania MIŚ. To była prawdziwa grupa zapaleńców, dostawałem baty, szybko ginąłem, później pół godziny do następnej rundy i tak w kółko. Zawziąłem się, pokazała się determinacja, przestałem schodzić pierwszy, albo schodziłem jako jeden z ostatnich.

JR: Od początku wiedziałeś, w jakim kierunku airsoftu chcesz iść?

MS: Są różne obszary ASG – sportowy, rekreacyjny, MilSim, rekonstrukcje (zbieranie sprzętu danej formacji wojskowej). Nigdy nie starałem się iść w stronę odwzorowywania. Zawsze szedłem z myślą dobrej zabawy, ale nie w sposób pozbawiony taktyki, doświadczenia i podstawowych zasad. Skupiałem się na tym, żeby być najlepszym „zabójcą”, żeby powodować jak najwięcej strat w drużynie przeciwnika. Nie ma jednego „właściwego” sposobu zabawy, fajne jest to, że każdy znajduje coś dla siebie. Niestety najgorzej, gdy wszyscy przyjadą na jedną imprezę i każdy ma inne wymagania, ale to może o tym później.

JR: Słyszałam, że jest też airsoft miejski…

MS: Dobrze słyszałaś, jednak jest bardzo mało bezpiecznych obszarów. Najczęściej rozgrywki są odbywają się w pustostanach, gdzie nikt nie przeszkadza, nie ma spacerowiczów. Niestety w Bydgoszczy coraz więcej dotychczasowych miejsc rozgrywek przygotowywanych jest pod nowe budowy, ale jest jeszcze sporo obszarów, których nikt nam nie zajmie.

JR: Jeśli jednak ktoś postronny pojawi się na polu, to co robicie?

MS: Po pierwsze nie straszymy ich ;). Zawsze staramy się trzymać jak najdalej od spacerowiczów, czy niedzielnych rowerzystów. Wiadomo, czasem ktoś się zatrzyma, bo chce popatrzeć. Jednak wtedy my przerywamy grę lub idziemy w inne miejsca. Grając musimy dbać nie tylko o swoje bezpieczeństwo, ale również o resztę osób.

JR: Brałeś też udział w rekonstrukcjach. Z pewnością to projekt, który wymaga dużego zaangażowania i dbałości o detale. Co dzieje się w sytuacji, gdy podczas realizacji, coś pójdzie nie tak?

MS: Trzeba improwizować. Każdy ma obycie. Czy zabawa, czy rekonstrukcja historyczna postępowanie jest dość podobne. Jeśli w trakcie pokazu nawali główna replika, panuje zasada, że idzie się dalej. Nie można powiedzieć „stop, od nowa”. Kiedyś miałem taką sytuację – odwiesiłem broń na plecy, krzyknąłem awaria i używałem dalej broni bocznej. W ten sposób osoby postronne widzą dalszą część pokazu. O ile chodzenia i strzelania po lesie można się nauczyć, o tyle improwizacji na polu bitwy już nie. Plan działania działa zawsze tylko do pierwszego spotkania z przeciwnikiem. Pamiętam, że podczas jednej z edycji Odysei Historycznej w Kutnie rekonstruktorom nawalił czołg, wtedy była prawdziwa improwizacja. Ważne, żeby pamiętać, że pokaz jest dla ludzi, nie dla siebie i trzeba grać dalej.

JR: A jak reagowała rodzina czy dziewczyna, gdy wracałeś zmęczony, poobijany, ale zadowolony?

MS: Z reguły cała rodzina reagowała dobrze, chłop zmęczony to szczęśliwy. Niektórzy biegają, idą na rower, basen, a ja poszedłem zmordować się do lasu. Wyładowując emocje z tygodnia, upuścić pary. Gdy się dużo pracuje i ma się dużo obowiązków na głowie, to dobrze po prostu pójść do lasu, wziąć giwerę i wyładować agresję na swoich kolegach <<śmieje się>>. To fajne, bo chociaż rozgrywki airsoftowe to czasem ciężki sport ogólnorozwojowy, bo czołgasz się i biegasz z oporządzeniem, to wbrew pozorom człowiek odpoczywa :D.

JR: Po IV Kompanii MIŚ dołączyłeś do BGO, czyli Bydgoska Grupa Operacyjna – skąd taka zmiana?

MS: Naturalnym w ASG jest to, że głównie chodzi o sport i zabawę. Dlatego też ogromna większość grup jest nieformalna. W skutek upływu lat niektórzy zmieniają pracę, mają dzieci, rodziny, zmieniają miasta i drużyny się rozmywają naturalnie. Każdy robi co innego, prowadzone są nowe rekrutacje. Drużyna się rozchodzi, podajemy sobie ręce i każdy robi dalej, co lubi. Są też ludzie, którzy podchodzą poważniej i bardziej profesjonalnie do tematu, niż tzw. niedzielni strzelacze. Sam nigdy nie odszedłem, bo wydaje mi się, że pozostanie w grupie to rzecz honorowa. Jeśli jesteś już w teamie, poznajesz tych ludzi, grasz z nimi, wyrabiasz sportowe zgranie jak w drużynie piłkarskiej, znacie się na wylot. To wszystko przydaje się w trakcie gry – w momencie, gdy wpuszczacie kogoś w pułapkę, wystarczy się uśmiechnąć czy puścić oko i drużyna wie, co jest.

JR: Wszystkie modyfikacje broni wykonywałeś sam, czy posiłkowałeś się usługami różnego rodzaju zakładów/warsztatów?

MS: Tylko raz oddałem w obce ręce swoją „broń”. Później stwierdziłem, że to nie może być takie trudne. I tak od 6 lat sam serwisuje swój sprzęt. Ta praca wymaga bardziej zręczności, niż specjalnej wiedzy. Trzeba pamiętać, że te mechanizmy składali nasi koledzy z dalekiego wschodu, o małych rączkach, dlatego łatwo zapomnieć o jakiejś sprężynce. Jeśli ktoś nie ma tego zmysłu zręczności, może być mu trudniej, ale jeśli się skupi to jest szansa. Kiedyś broń potrafiłem serwisować cały wieczór, teraz zajmuje mi to pół godziny. Myślę, że modyfikacje to taka druga strona ASG, trochę o charakterze modelarskim – nie strzelam, ale kupię karabinek, żeby go mieć i nad nim pracować.

JR: W ASG sportowym uczestniczyłeś przez 7 lat, całkiem spory wynik, jednak zrezygnowałeś z aktywnego uczestnictwa w ASG. Dlaczego?

MS: Od roku pracuję w Warszawie, więc sprzęt jest w obu miastach i trudno połączyć ludzi. Póki pracowałem w Bydgoszczy, to w zasadzie każdy weekend, czy -30ºC, czy +30ºC, spędzałem w lesie. Wiesz, po wyjściu z lasu ten sport się nie kończy, kupujesz karabinki, części, budujesz nowy sprzęt. Airsoft jest dla mnie nie tylko hobby, ale też jakimś sposobem na życie. Szczególnie jeśli dowodzisz drużyną kilkunastu osób i wymagana jest od Ciebie umiejętność szybkich negocjacji, oceny sytuacji i reakcji. Jako manager, mogę powiedzieć, że w sytuacjach kryzysowych te lata spędzone na rozgrywkach nie raz pomogły mi szybko podjąć decyzję pod wpływem stresu.

JR: Zapewne wśród wielu pokazów i manewrów, jedna rozgrywka musiała Tobie zostać w pamięci najbardziej. Powiesz, którą z nich wspominasz najlepiej?

MS: Z manewrów to chyba poznański Defcon. W 8 osób broniliśmy wzgórza. Uczciwie i w obecności sędziów zbiliśmy z tej górki ok. 150 przeciwników. Po prostu byliśmy dobrzy i zgrani. A najfajniejszy moment, ale nie manewrowy, to pokaz, który dawaliśmy w Nowej Wsi Wielkiej. Paradowaliśmy ze sprzętem, zrobiliśmy strzelnicę dla dzieciaków. Podszedł do mnie wtedy mężczyzna i opowiadał, że był w Iraku. Doznał tam kontuzji i odesłali go do Polski, jego jednostka została; mówił, że gdyby tylko dostał karabin, to od razu by do nich wrócił. Po chwili dodał, że nawet karabin nie byłby potrzebny i że najważniejsze jest to, co się chce i ma – ważna jest flaga Polski na sercu. Po czym zapłakał i odszedł. Do tego momentu ASG to był dla mnie głównie sport i zabawa, nie dotyka się tu takich zjawisk jak człowiek. Można było to zbyć, ale zastanowiłem się nad tym wydarzeniem i to dużo zmieniło w mojej głowie.

JR: Brakuje Ci czasem tego aktywnego działania?

MS: No pewnie, że tak. Jak przypomnę sobie Defcon, wynajęcie autobusu dla 10-15 osób, ładowanie sprzętu o 6 rano, śpiewanie piosenek wojskowych i reakcje ludzi, którzy myśleli, że komandosi jadą na wojnę. Później na miejscu wykurzanie przeciwnika granatami hukowymi z bunkrów. Było fajnie. Ale jak mówiłem, w ASG naturalnie wszystko się zmienia i rozmywa. Teraz, jeśli tylko czas pozwala, to jadę od razu do lasu. A na co dzień od ok. 6 lat zajmuje się setupem sprzętu.

JR: Setup sprzętu?

MS: To cała część ASG, która nie dzieje się w lesie; można powiedzieć, że setup to jest takie modelarstwo . Karabinki i repliki możesz rozłożyć na kawałki – akumulator, silnik itp. to wszystko części wymienialne. Możesz mieć czarną kolbę, zamiast oliwkowej. Upgradować nie możesz jedynie niektórych elementów zewnętrznych np. części wewnętrznych kolimatora. W setupie sprzętu jedno jest ważne - ta czynność wymaga mechanicznych zdolności i trzeba to robić z dużą dokładnością. Składanie i rozkładanie w odpowiedniej kolejności jest bardzo ważne. Chociażby przy sprężynie głównej, która nieodpowiednio montowana może skutkować wystrzeleniem reszty części po całym pokoju.

JR: Czyli można Tobie zlecić replikę do modyfikacji, czy po prostu masz swój sprzęt, nad którym pracujesz?

MS: Można powiedzieć, że mam małą „zbrojownię”, co prawda zbudowana z szaf z Ikei, ale zawsze jest coś gotowego do zabawy – karabiny szturmowe, karabiny wyborowe, pistolety. Jak ktoś mnie poprosi o pomoc, to myślę, że nie odmówię.

JR: Własna zbrojownia? Wow, to pochwal się, co tam kryjesz w tych szafach :).

MS: Mam repliki SR-25, AUG A1, SIG-550, SIG 552, MP5-SD6, a z krótkiej Walthera P99, HK Mark 23, dwie Beretty 92F, CZ-75 i parę innych. Myślę, że przez moje ręce przeszła większość modeli broni z airsoftowego świata. Miałem okazję trzymać kałasznikowy, M4, G36, czy L96. Trochę gorzej z egzotyką, ale wszystko przede mną.

JR: Masz już jakąś ulubioną replikę?

MS: Wśród mojego sprzętu to SR-25, ale moja wielka miłość to G36.

JR: Nie da się ukryć, że zagraniczny rynek oferuje wiele replik, które wyglądem czy działaniem nie odchodzą od tych z wyższej półki, a mają zdecydowanie niższą cenę. Co myślisz o takich replikach?

MS: Jeśli chodzi o najtańsze modele, to szkoda pieniędzy, podobnie jak najdroższe ;). Wiesz, jeśli kogoś stać, żeby zatrzeć drogą replikę w piachu, niech się bawi. Każdy wybiera narzędzia dla siebie. W moim stylu gry, sprzęt za 4000zł nie ma diametralnego wpływu na wynik, więc wystarczy taki karabinek za 600-700 zł. Myślę, że wszystko jest kwestią przeznaczenia. Najdroższe repliki przy niższych prędkościach wylotowych oferują o wiele większą precyzję. I tu widać różnicę przy 1000zł zainwestowanych w replikę. Z „bronią” jest trochę tak jak z ulubionymi butami (nikt się nie będzie czepiał za markę?), kiedyś się popsują, ale póki je mamy, trzeba o nie dbać, żeby starczyły jak najdłużej. Dlatego zaoszczędzone pieniądze warto inwestować np. w tuning. W ten sposób dopasowujesz replikę do Twojego stylu gry lub roli w zespole.

JR: To czym się kierować?

MS: Replikę zawsze dopasowujesz do roli. Warto zwrócić uwagę, co mają ludzie w zespole. Jeśli w ekipie potrzeba wsparcia, kupujesz coś o dużej pojemności magazynka i zostajesz Rambo. Karabiny wyborowe mają duży zasięg i moc, dlatego powinien ich używać raczej doświadczony gracz - warto pamiętać, że mając mocniejszy karabinek, nie można sypnąć kogoś zza rogu, bo mu się zrobi krzywdę.

JR: A co jest ważniejsze według Ciebie w airsofcie – działanie w grupie, broń czy umiejętności?

MS: Broń jest najmniej ważnym elementem. Można posiadać najtańszy sprzęt, ale doświadczeniem i zachowaniem pokonasz drużyny z lepszym sprzętem. Znane są przypadki, że koledzy wyposażeni w lepsze karabinki i „super” mundury nie czołgali się, bo nie chcieli ubrudzić mundurów za 1500 zł. Stąd też mój szacunek do średniej półki – nie boisz się iść w największe błoto i wyjść uśmiechnięty. Negatywnie oceniam też tzw. nieskończony wyścig zbrojeń (czyli jak wytworzyć mocniejszą replikę stosując coraz droższe części). Myślę, że niektórzy gracze nie widzą, że to do niczego nie prowadzi, że tak naprawdę jedyną najgroźniejszą bronią jest zgranie. Zdjęcie kogoś z gry z odległości wyciągniętego ramienia (tzw. ciche zabójstwo) - „kolego, nie żyjesz” – jest zawsze wielką satysfakcją. Z dobrze zgraną drużyną, możesz nawet we dwóch podejść do posterunku 6-8 osób „na wabia”, żeby dalej z trawy reszta Twojej drużyny ich zdjęła. I chyba właśnie o zgranie chodzi w tym sporcie. W momencie, kiedy przestajesz się interesować cyframi (kto ile wygrał rund, ile zastrzelił), sportowe podejście zamienia się w pasję, jesteś tam i się bawisz.

JR: A kobiety w ASG? Często spotykam się ze stwierdzeniem, że kobiety nie są traktowane poważnie na polu ASG i powinny raczej pełnić funkcję radiowców czy sanitariuszek, a nie dowódcy? A Ty jak uważasz?

MS: Kobiety są okrutne na polu ASG, widziałem na własne oczy: przeciwnik-mężczyzna namierza skradającą się kobietę,sekunda zawahania; gdy ten zwalczał swoje instynkty (a może ją będzie bolało?), w tym czasie kobieta ładowała w niego pół magazynka. Pozdrawiam wszystkie dziewczyny oraz ich naturalne instynkty i rządzę krwi :D.

JR: Czyli co, płeć nie ma znaczenia, ważne jest bycie skutecznym?

MS: Z punktu widzenia sportowego tak. Ja zawsze się cieszę, jeśli strącę więcej niż 1 przeciwnika, bo wiem, że byłem pożytkiem dla drużyny, a nie obciążeniem.

JR: To idąc dalej, wyobrażasz sobie kobietę-dowódcę?

MS: Tak, całkowicie. Aczkolwiek jeszcze nie widziałem kobiety-dowódcy. W momencie manewrów jest kilkadziesiąt osób i dowódcą najczęściej zostaje facet, bo po prostu jest nas więcej.

JR: Jako doświadczony airsoftowiec, masz może jakieś rady dla początkujących?

MS: Zdecydowanie tak. Podstawowa zasada – noś gogle, zawsze. Jeśli zauważysz, że ktoś się rusza w krzakach i nie wiesz, co to jest, nie strzelaj. Nieważne czy biegasz w dresie, czy w mundurze, najważniejsze, żeby się nie poddawać . Na polu najważniejszą zasadą jest fair play – dostałeś, to zgłaszasz i schodzisz. Wszelkie oszustwa, psują istotę tego sportu. Nie strzelaj z odległości poniżej ok. 10m – nie powoduj nadmiernego bólu. W budynkach stosuj tylko repliki boczne o niskiej mocy. To chyba najważniejsze.

JR: A czego można się spodziewać już podczas pierwszej rozgrywki?

MS: Przede wszystkim adrenaliny, skupienia, emocji i nauki pokory. Potrzebne jest dość sporo determinacji, aby przeżyć początkowe niepowodzenia. Jednak, jeśli szybko się uczysz, to zaczniesz czerpać przyjemność z kolejnych dokonań. Zanim wejdziesz na pole gry, pamiętaj o konieczności posiadania dobrych gogli oraz kamizelki odblaskowej lub kolorowej tkaniny (obie ostatnie oznaczają bycie trafionym.

JR: Przyszedł czas na freestyle, czyli kilka słów od siebie. Możesz kogoś pozdrowić, możesz też powiedzieć wszystko to, czego nie udało się wcześniej.

MS: Nie ważne jaki rodzaj sportu uprawiasz, nie ważne czy to airsoft i nie ważne czy to poważna symulacja pola bitwy czy niedzielny wypad na wesołą strzelaninę – zawsze graj fair. Szanuj przeciwnika, bo po strzelaniu często okazuje się zostać dobrym znajomym! W tym momencie pozdrawiam łobuzów z MISia i BGO, jeśli to czytają, oraz wszystkich, którym udało się mnie trafić ;).

Rozmawiała: Joanna Rassmus

Podziel się swoją pasją i zainspiruj innych!
Napisz do nas na pasja@milworld.pl

Pokaż więcej wpisów z Listopad 2017
Przeczytaj pozostałe artykuły
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel