Przekraczając granice: Czarnobyl cz. V - Szpital

2018-01-11
 Przekraczając granice: Czarnobyl cz. V - Szpital

Podczas naszej wspólnej podróży po Strefie pokazuje Wam smutną historię miasta widma, katastrofy ekologicznej i tragedii ludzkiej. Dziś chciałbym zagłębić się jeszcze bardziej w mrok, przedstawiając Wam niesamowity, przerażający obiekt mieszczący się przy ulicy Przyjaźni Narodów 16. Szpital miejski nr 126 w Prypeci to olbrzymi, wielospecjalistyczny obiekt mieszczący nawet 410 chorych, którego oblicze skrywa mroczną tajemnicę.

Przed obiektem, pierwsze, co rzuca się w oczy oprócz roślinności zdobywającej i niszczącej budynki to fotel ginekologiczny, przyniesiony prawdopodobnie przez jakiegoś niespełnionego fotografa szukającego ciekawych kadrów. Przy wejściu znajduje się znaczek z ostrzeżeniem przed wysokim promieniowaniem – na jego widok wszyscy wyjmują dozymetry, które przy znaczku pokazują bardzo wysokie noty. Skąd aż tak wysokie odczyty? Z powodu wyścielenia hełmu strażackiego, lecz do jego historii wrócę trochę później.

Ciemne korytarze, tajemnicze mikstury w dziwnych naczyniach i buteleczkach, odpadająca ze ścian farba i ogrom sprzętu medycznego walającego się po salach. To obraz, który zapamiętałem. Im głębiej i dalej w swojej podróży po szpitalu, tym bardziej czułem się przytłoczony. Dlaczego? Szpital sam w sobie kojarzy się raczej z bólem i cierpieniem, z próbami ratowania ludzkiego życia i zdrowia. Tutaj, gdzie widać okruchy przeszłości, archaiczne metody leczenia ludzi, puste ściany i postępującą dewastację, te odczucia są jeszcze silniejsze.

Chodząc od pomieszczenia do pomieszczenia, można wyobrazić sobie, jak wyglądała tu praca, i co działo się w tych kątach. Olbrzymie lampy z sal chirurgicznych bądź stomatologicznych, miejsca, w których czyszczono baseny i pojemniki na mocz, a także metalowe naczynia wielokrotnego użytku. Natykam się na drzwi z rosyjskim napisem, pytam się, Volodii, mojego przewodnika, co to oznacza? Krótka odpowiedź i czuję ciarki przechodzące po plecach – REANIMACJA. W tym pomieszczeniu ludzie walczyli o swoje życie. Niektórzy te batalie wygrali, inni niestety nie.

Trafiam na oddział ginekologiczny. Pomieszczenia z dużymi stojącymi lampami, w oddali fotele i łóżka ginekologiczne. Dostrzegam również naczynia na narzędzia chirurgiczne. Przewodnik po raz kolejny pokazuje mi niesamowitą rzecz, a dokładniej książkę ze wpisami na temat pacjentek, które dokonały na tym samym oddziale aborcji. Jednak najwięcej czasu spędzam w najbardziej szokującym z pomieszczeń – oddziale położniczym. To tutaj, krótko po urodzeniu leżały i czekały na rodziców nowe pokolenia mieszkańców Prypeci. Małe dziecięce łóżeczka robią na mnie tak piorunujące wrażenie, że tworze mnóstwo kadrów, wręcz nie mogąc oderwać się wzrokiem od smutnych kompozycji.

Swoje osobiste „Highway to hell” kończę tam, gdzie kończyło wielu z mieszkańców miasta widma. Krematorium, kostnica, stół do wykonywania sekcji. Tak jak kończy się życie, tak ja skończyłem podróż po korytarzach opuszczonego szpitala.

Jaką smutną i przerażającą legendę skrywają mury tego szpitala? Czas wspomnieć o napromieniowanej części ubioru strażaka, leżącej przy wejściu do obiektu – hełmie. Gdy w elektrowni jądrowej w Czarnobylu doszło do tragedii, pierwsi na ratunek ruszyli strażacy z Czarnobyla. Nie wiedzieli nic na temat wysokiego promieniowania, po prostu robili swoje. Wielu z nich zginęło od choroby popromiennej w kilka dni po katastrofie. Gdy podczas akcji, zaczynali czuć się coraz gorzej, trafiali w pełnym oporządzeniu do szpitala, gdzie byli rozbierani. Wszystkie ich rzeczy były tak napromieniowane, że zostały składowane w piwnicy, gdzie leżą aż po dziś dzień. Piwnice szpitala uważane są za jedno z najbardziej napromieniowanych miejsc w Strefie czarnobylskiej. Osobiście, nie ciągnęło mnie, by zobaczyć stertę napromieniowanych szmat w ciemnej piwnicy. Za przykład wystarczyła mi leżąca przed wejściem część hełmu wyciągnięta przez któregoś z odważnych Exploratorów z piwnic.

Szpital stał się jednym z ulubionych punktów wyprawy. Klimat grozy panujący w środku i moja działająca wyobraźnia sprawiła, że kojarzę go ze scenami z najgorszych, surrealistycznych horrorów, tych mrocznych i skrywających tajemnice rodem z „Silent Hill”. Przede mną jeszcze duża część opuszczonego miasta do zobaczenia. Coraz bardziej chcę zobaczyć, jak żyli szarzy ludzie. Poznać historię tych wszystkich mieszkańców, którzy przygotowywali się do nadchodzącego wielkiego Święta Pracy, żyjąc w nieświadomości tego, co stanie się lada dzień. Chcę, żebyście Wy zobaczyli, jak to miasto żyło, i jak powoli umarło.

Pokaż więcej wpisów z Styczeń 2018
Przeczytaj pozostałe artykuły
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij