Mroźna wyprawa w Bory Tucholskie, czyli czym jest sztuka przetrwania w zimie?

2016-01-25
Mroźna wyprawa w Bory Tucholskie, czyli czym jest sztuka przetrwania w zimie?

Nigdy nie potrafiłem dobrze pisać, nie miałem polotu jak Mickiewicz przy pisaniu ?Pana Tadeusza?, ale za to zawsze potrafiłem opowiadać zdjęciami. Dlatego w większości moich tekstów to one tworzą całą historię i pozwolą Wam wejść w świat, który pokochałem parę lat temu.

Mówią na mnie Qki. Jestem prawdziwym pasjonatem survivalu, bushcraftu, EDC i outdooru. Stawiam przed sobą coraz to większe wyzwania, realizując marzenia. Wraz z grupą przyjaciół postanowiliśmy zrobić porządny krok w przód w naszym survivalowym doświadczeniu i na początku stycznia pojechaliśmy w dzicz. Wyobraź sobie największe mrozy, śnieg i jeszcze więcej problemowych sytuacji niż w zwykłym, przyjaznym i cieplutkim lesie. Ty kontra Natura.

Założenie było proste ? pojechać na pięć wolnych dni w Bory Tucholskie ? przez trzy szwendać się po różnych terenach, a w pozostałych biwakować w tajnej kryjówce gdzieś nad Zalewem Koronowskim wraz z Kujawsko Pomorską Dywizją EDC/Bushcraft.

Zaczęliśmy w Tleniu ? szlak ?Ścieżynka Zagłoby? ? całkowite odłączenie się od natłoku ludzi i miejskiego zgiełku. Temperatura w ciągu dnia wynosiła około -14° C, czy było zimno? Sami oceńcie po wyglądzie mojej brody. Jednak było coś, co dawało mi ciepło w te mroźne dni ? atmosfera podróży, obecność przyjaciół oraz ogrzewacze, voltarze i odpowiednia odzież termiczna. I tak, nie czując chłodu, parliśmy do przodu ? wprost po przygodę.

Mam znajomych, dla których pojechanie na urlop pod namiot to już wielkie wyzwanie. Trzeba spać na ziemi, w niewygodnym, małym namiocie, użerać się z robactwem i walczyć z naturą ? komary, deszcze, robactwo i inne takie. Już nie wspominając o toalecie ? banalna toaleta zmienia się często w krok nie do pokonania, a jedzenie z puszek przygotowane na ognisku to istne mission impossible. Ale jak to wygląda u mnie?

Głównym problemem pieszej wędrówki w zimę to paradoksalnie ? odwodnienie. Mimo że jest nam zimno, jednocześnie nie czując zimna, nie chce nam się pić, a wodę tracimy cały czas ? najwięcej przez wydychanie. Takie zasady biologii ? przy niskiej temperaturze nasze ciało reaguje zupełnie inaczej niż latem. Podczas upałów czujemy, że jest gorąco, pocimy się i już wiemy, że trzeba uzupełnić płyny. Zimą takich odczuć brak, a wodę tracimy szybciej poprzez częstsze wydychanie powietrza. U brodaczy najlepiej widać ten efekt po sopelkach lodu ?. Pomyślisz, przecież można się napić i nie ma kłopotu. A jednak. I tu pojawia się drugi problem ? niestety przy niskich temperaturach woda zamarza, więc zamiast wziąć parę łyków, możesz wysypać sobie parę kryształków. Z perspektywy survivalowca powiem, że mimo wszystko jest to spora zaleta ? woda starczy na dłużej. Skąd taki pogląd? Z lat doświadczeń ? ruszając na wyprawy nauczyłem się, że trzeba planować każdą herbatę oraz czas przygotowania ciepłego posiłku ? musisz liczyć się z tym, że rozmrażanie wody przy ognisku nie idzie tak szybko jak myślisz.

Pierwszy przystanek. Rezerwat Jezioro Piaseczno w Borach Tucholskich ? piękne, całkowicie zamarznięte, otoczone gęstym lasem ? unikalny widok i bajeczna atmosfera. Mróz porządnie gryzie nas w nosy. Robimy herbatkę na małym ognisku i śmigamy dalej. Chwilę odpoczęliśmy, potańczyliśmy jezioro łabędzie, zrobiliśmy parę zdjęć i ruszyliśmy w świetnej atmosferze w dalszą drogę. Podśpiewując, rozmawiając o kobietach i innych problemach świata, dyskutując na wszelkie tematy, dotarliśmy do zapomnianej przez Boga wsi Stara Rzeka, jednej z najstarszych w regionie. Poczuliśmy się jak bohaterowie westernu, którzy wchodząc do miasta budzili trwogę, a wszyscy mieszkańcy zamykali okna i drzwi by schować się przed nieprzyjemnościami. Co ciekawsze, faktycznie przed nami się kryli. A Ty, co byś zrobił jakbyś zobaczył 4 rosłych mężczyzn z plecakami i namiotami w mroźną pogodę, podróżujących przez okoliczne lasy ? z pewnością pomyślałbyś, że normalni to oni nie są!

Rozbicie obozu. Niedaleko wsi, w środku lasu rozbiliśmy obóz. Wokół sporo drewna na opał, spokój i cisza. Tylko tyle nam potrzeba. Rozbiliśmy namioty, rozpaliliśmy ognisko i zaczęła się już czysta przyjemność ? ciepły posiłek w doborowym towarzystwie, rozmyślania przy ciepłej barwie płomieni ogniska? Wpatrzeni w płomienie dumamy i rozmawiamy. Raz po raz rozbrzmiewają dźwięki harmonijki. Popijamy cytrynówkę mojej roboty. Dla takich chwil właśnie żyję ? kocham bushcraft i survival, w takich momentach morale rosną, a serce wypełnia się czystym szczęściem.

Kładziemy się w namiotach, słupek rtęci pokazuje ?18°C. Zmęczeni podróżą, przygotowani na ciężką noc, kładziemy się w grubych śpiworach do spania. Osobiście nie czułem chłodu ? gruby wojskowy śpiwór i termofor skutecznie pomogły przetrwać noc. Rano spakowaliśmy się i ruszyliśmy dalej w stronę rezerwatu Miedzno. Teren jeziora otoczony lasami, torfowiskami i łąkami ? idealna ostoja dla ptaków drapieżnych, takich jak Bielik i wodno błotnych, np. bociany czy żurawie. Zrobiliśmy krótką przerwę. Leśna herbatka z igliwia, liści herbaty z małym dodatkiem rozgrzewającej cytrynówki.

Wyprawa dobiega końca. Docieramy do Osia, skąd zabiera nas zaprzyjaźniona dusza. I tak, w powiększonym gronie zajechaliśmy w okolice Zalewu Koronowskiego na miejsce zlotu Kujawsko Pomorskiej Dywizji EDC/Bushcraft. Rozbiliśmy tam obóz i czekaliśmy na resztę towarzyszy, by wspólnie bawić się przez kolejne dni na łonie natury. Chwaliliśmy się nowymi nożami, przygotowaliśmy ogromny gar żarcia, żeby starczyło dla każdego i śpiewając ?Sowietów? i inne pieśni, przetrwaliśmy kolejne dni.

Podsumowując: nieważny jest chłód, bród i wygoda. Ważni są ludzie, z którymi przeżywamy przygody, dzielimy rozterki, miłosne problemy i głód. To wszystko przeżywamy razem. To jest Bushcraf i survival ? TO JEST OUTDOOR ? przeżycia, wspomnienia, historie i ludzie na naszej drodze ? Ci, którzy są przy naszym boku i nas wspierają oraz Ci, którzy przejeżdżają wygodnym samochodem obok nas patrząc ze zdziwieniem. Lubimy i chcemy być ?trochę bezdomni?, chcemy być brudni i borykać się z problemami tak błahymi w codziennym życiu jak toaleta, chcemy by było nam zimno, żeby gryzły nas robale. Dzięki takiej pasji możemy podziwiać torfowiska, jeziora, nieodkryte zakątki i krajobrazy, których nie zobaczysz na pocztówkach. Podziwiamy stada saren i jeleni, śledzimy zwierzynę, siedzimy przy ogniu i wiemy, że nie jesteśmy Sami.

O ekscytującej wyprawie pisał dla Was:
Patryk ?Qki? Kwela
https://www.instagram.com/qkimoonster/

Pokaż więcej wpisów z Styczeń 2016
Przeczytaj pozostałe artykuły
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij